poniedziałek, 15 listopada 2010

Po składni ich poznacie

- Ktoś mógłby opróżnić ten śmietnik, prawda? - spytał uprzejmie Y, próbując władować papier śniadaniowy do miniaturowego, wypchanego śmietniczka w przedziale PKP.
- Prawda - przytaknęłam idiotycznie. A że było jeszcze przed świtem, dodałam bezmyślnie: - Ale komu by się chciało wynosić śmieci o tej porze. Mnie nie.
- Mnie też nie - skwapliwie zgodził się Y. - Ale trzeba znosić takie trudy codzienności, to najlepszy sprawdzian człowieczeństwa.

Coś zgrzytnęło. Przyjrzałam się Y uważniej - ot, nijaki człowieczek. Jasne oczy, ciemny sweter, zadbane dłonie, opanowany głos.
- O, patrzcie na ten domek! - ożywiła się siedząca obok Y szczupła blondynka. - Ależ fuj!
- Brzydki - skrzywiła się szatynka, zerkając przez szybę pociągu.
Całe trio przez chwilę kontemplowało budynek za oknem.
- Ale czasem trzeba odnaleźć głębokie wewnętrzne piękno - zamyślił się Y. - A ono zwykle jest głęboko ukryte. W głębinach.

Chwilę trwała cisza.
- Ale te kolumienki... - zaczęła niepewnie blondynka.
- Nie można oceniać po pozorach - oburzył się Y.
- Nie po pozorach, a po architekturze - uściśliła szatynka.
- Liczy się wnętrze - zaoponował Y. - Po wnętrzu bowiem się poznaje wartość.

- Ale podoba ci się ten dom? - nie wytrzymała blondynka.
- Nie - odparł Y.

Zgaduj-zgadula: kim był i gdzie pracował Y? ; )

czwartek, 11 listopada 2010

Ahoj, przygodo

Stambuł przywitał nas mgłą.
Niech się londyńska mgiełka schowa do kąta z kompleksem niższości. Poranna mgła w mieście Konstantyna ma kolor śmietany i konsystencją przypomina lokum. Aż dziw, że w powietrzu nie wiszą pistacje.

Miasto ma 14 milionów mieszkańców - i to jest fakt, którego nie da się przeoczyć. Bo wyobrażcie sobie niemal pół Polski stłoczone w jednej aglomeracji: tłumy ludzi na ulicach, kilometrowe sznury samochodów, korki. Nie tylko samochodowe - pierwszy raz w życiu zdarzyło mi się stać w ludzkim korku. Tak po prostu, w przejściu podziemnym.

O ruchu ulicznym w Turcji napisano już chyba wszystko. Powszechnie wiadomo, że kiedy jezdnia ma cztery pasy, prawdziwy Turek wydusi z niej co najmniej sześć. I siódmy na motocykl. I ósmy na wymijanie. A zresztą kto by się przejmował jakimiś kreskami na jezdni? Idiotyzm.

Tłumy ludzi przechodzące przez czteropasmową autostradę w dowolnym miejscu nie dziwią nikogo. Hardkorem wydawała mi się staruszka (co w tym jest, że te niezniszczalne staruszki są w każdym miejscu na ziemi?), która dreptała powolutku przez taką czteropasmówkę o lasce - ani na chwilę nie zwolniła kroku, a większości kierowców idea przyhamowania także nawet do głowy nie przyszła. Babinka slalomem, auta slalomem. I już. Problem? Jaki problem?

Ale staruszkę przyćmił niewidomy Turek, który kilka kilometrów dalej maszerował tą samą autostradą, wymachując białą laską. Nawet nie starał się przeciąć jezdni po najkrótszej prostej.

Szczęka opadła mi jednak dopiero w autobusie. Szaleńcza jazda z górki wypchanym po brzegi busem z otwartymi wszystkimi drzwiami sprawiła, że serce miałam w okolicach krtani. A kierowcy nie chciało się dojeżdżać na przystanek, więc wysadził z 40 pasażerów tam, gdzie na pewno i tak chcieli dojść: jak najbliżej sklepu. Czyli na środku ruchliwego czteropasmowego ronda, na wewnętrznym pasie.

- Oh well - uśmiechnął się znajomy Turek, słuchając mojej relacji. - And you eat a bigos. What's the big deal?

"A u was biją murzynów"?

czwartek, 4 listopada 2010

staruszka kontra strażnicy

Zadanie bojowe: znaleźć (niekoniecznie) reprezentatywną grupę seniorów i spytać, czy korzystają z internetu. Oczywiście w grę wchodzi tylko metoda twarzą w twarz i oczywiście "na wczoraj".

Więc polazłam na starówkę, naiwnie wierząc, że spotkam liczne grono sympatycznych staruszek albo chociaż wesołą wycieczkę emerytów z Pcimia Dolnego. Ale nic z tych rzeczy. Był za to deszcz.
Pierwsza staruszka (ogromny kapelusz i szpilki) tylko spojrzała na mnie pogardliwie. Kolejny senior ofuknął mnie pod nosem. Kilkoro następnych omiotło mnie wzrokiem i dostojnie odeszło w stronę przystanku.

- Dźbrypaniczykorzystapanizinternetu? - przy kolejnej staruszce nie chciało mi się nawet bawić w przedstawianie się. Było zimno, wiał wiatr, a w trampkach chlupotały mi już dwa oceany.
- Z czego, dziecinko?
- Z internetu - powtórzyłam z rezygnacją.
- No pewnie, że korzystam! - staruszka błysnęła sztuczną szczęką.

- Słucham?
- Kochanieńka, ja może i głucha, ale nie głupia - odpowiedziała dziarsko seniorka. - Toć każdy korzysta z internetu. Ja właśnie sprawdziłam, że mi emerytura weszła na konto, więc idę do bankomatu. Ale tak na co dzień to na ten przykład pudelka lubię. Chociaż literki tam takie małe jakieś. I taki portal, co mi go wnuczek pokazał, demotywatory się nazywa, bardzo wesoły, zajrzyj sobie.
- Yyy - pokiwałam głową, zastanawiając się, czy już powinnam się mocno uszczypnąć w rękę, czy może jednak obudzę się za chwilę nawet bez stosowania takich drastycznych środków. - A ile pani ma lat?
- A 87. Co - zdziwiona? No nic, nic, wszyscy się dziwią - uśmiechnęła się babcia. Mrugnęła wesoło i ustawiła się w kolejce do bankomatu.

Myślałam, że tego dnia nic mnie już  bardziej nie zaskoczy. A jednak.
Kilka chwil później na jednej z oficjalnych stron znalazłam oficjalną notkę:

"W celu przeciwdziałania zjawisku dewastacji oraz kradzieży prowadzimy działania, których celem jest przeciwdziałanie wyżej wymienionym zjawiskom".

Staruszka - strażnicy: 0-1.

środa, 27 października 2010

Moja praca jest niebezpieczna

Jak sensownie spędzić osiem i pół godziny? To oczywiste - jechać na szkolenie bhp. Bo na szkoleniu bhp można dowiedzieć się mnóstwa niesłychanie przydatnych rzeczy. Na przykład:

- Jeśli zmielę moje biurko na pył, to ten pył wybuchnie.
Zapamiętać: mielić tylko krzesła.

- Temperatura zapłonu acetonu jest stosunkowo niska.
Zapamiętać: paznokcie malować na zmianę ze wsółpracownikami, nigdy naraz.

- Jeśli współpracownik zechce pohuśtać się na trakcji wysokiego napięcia, przed telefonem na pogotowie zadzwonić do PKP. Niech odłączą prąd.
Zapamiętać: huśtać się tylko do godz. 15. Po tej godzinie rzecznik PKP wychodzi z pracy.

- Hydrant powinien być wmurowany nie dalej niż 50 metrów od biura.
Zapamiętać przy następnym wmurowywaniu hydrantów.

- Wybuchy dzielimy na wybuchnięcia zwykłe i wybuchnięcia podrywające.
Zapamiętać zwłaszcza te ostatnie. Na piątkowy wieczór w knajpie.

- Temperatura zapłonu stogu siana też jest niska.
Zapamiętać: nie szukać tych igieł. Lepiej kupić nowe.

- Karbid jest Zły.
Zapamiętać: nie guglować karbidu! Grozi rakiem, śmiercią i spleśniałym serem.

czwartek, 14 października 2010

Wykradzione z PKP

- Dlaczego nie rozmawiasz z ludźmi w pociągach? - spytał kiedyś Chudy. Wyliczyłam mu wtedy z 20 powodów, które można by od biedy sprowadzić do jednego: mój czas jest najmojszy i nic nikomu do niego.

Ale w dziewięciu przypadkach na dziesięć trafiam w przedziałach na takich rozmówców, że wszystkie moje postanowienia diabli biorą. Najczęściej są to rozmówcy, którzy po prostu nie dostrzegają intensywnie wysyłanych przeze mnie sygnałów (np. słuchawki na uszach i książka w ręku). Czasem jednak są to ludzie, przy których zawieszam swoją aspołeczność.

W sobotę trafiłam na A.

A. była ładna tą cichą urodą, którą niekiedy widuje się u zakonnic i terapeutów. Uśmiechała się promiennie mimo 5 rano, bo przecież jechała na koncert Chopinowski, a cóż może być piękniejszego niż wirtuozi grający Chopina? Wierzyła w Leibnizowy świat najlepszy z możliwych - ale bez Kandydowskiej naiwności. Mózg miała ostry jak brzytwa: jej poglądy były przemyślane, zainteresowania szerokie, repliki błyskotliwe, a pytania - celne.

Miała słuch absolutny. Zawsze chciała grać na instrumencie, ale z wielu powodów spełnienie jej największego marzenia okazało się niemożliwe.
- To bardzo dobrze - powiedziała. - Może gdybym grała, znienawidziłabym muzykę?

Skąd się biorą tacy ludzie?

poniedziałek, 4 października 2010

Zielonym do góry

- Skąd ta woda? - zdziwiła się C., wchodząc rano do łazienki. Miniaturowy dywanik przy brodziku wyglądał, jakby właśnie przeżył monsunowy deszcz.
- Może nachlapałam? - rzuciłam od niechcenia i pobiegłam do pracy. I się zaczęło.

Ustaliliśmy: chlapaniu mówimy stanowcze nie. Nasptępnego dnia prysznice braliśmy ostrożnie, uważając, żeby nie pomoczyć za bardzo ścianek kabiny prysznicowej. A po południu dywanik był mokry.

Ustaliliśmy: chlapaniu mówimy bardziej stanowcze nie. Dywanik trafił na balkon - niech się suszy. Poranny prysznic zaczął przypominać szalony rytuał znerwicowanego pacjenta szpitala psychiatrycznego (byle nie po ściankach, byle nie po ściankach!). A po południu na podłodze przy brodziku była woda. Głęboka na 2 centymetry kałuża.

Obmacaliśmy brodzik. Z lupą filatelistyczną, centymentr po centymetrze sprawdziliśmy izolację -cała. Obmacaliśmy ściany łazienki - suche. Obmacaliśmy rury pod zlewem - suche. A po południu na podłodze była woda. A na suficie nad kabiną - wykwitł grzyb. Wezwaliśmy hydraulika.

Zaczęliśmy zamykać okno w łazience (bo może przez okno ta woda?). Grzyb ucieszył się i w ciągu pięciu dni z rozmiarów niewielkiej plamki powiększył się do pięknej, okazałej kolonii. A na podłodze była woda.

Przyszedł hydraulik. Obmacał rury, obmacał ściany, obejrzał toaletę. - Przecieku nie ma - stwierdził autorytarnie. - Panie po prostu chlapią.
A na podłodze była woda.

Z braku laku hydraulik wymienił spłuczkę w toalecie. Nie była wprawdzie zepsuta, no, ale skoro już przyszedł... - Przez 10 lat w tym mieszkaniu nie było grzyba - zdziwił się na odchodnym. - Może panie źle ten prysznic biorą? Bo słuchawkę to trzeba trzymać tak, żeby woda na dół leciała, a nie odwrotnie.

sobota, 2 października 2010

Jak działa jamniczek

- Właściwie o co chodzi z tym urządzeniem? - zainteresowała się Kawa, przyczepiając po raz kolejny magnesik do lodówki. Magnesik ciągle spada, bo kartka, którą trzyma, jest duża ("Oddawać mleko!")
- I nie mówcie mi, że pole magnetyczne, bo to i ja wiem - zmarszczyła więc brwi Kawa. - Ale jak działa to pole, proszę mi wyjaśnić!

Use Google, Luke. Wpisałam w wyszukiwarkę "jak" i rozczuliły mnie podpowiedzi. Okazuje się, że większość internautów marzy tylko o tym, żeby ściągnąć plik i schudnąć. Ciekawe dla socjologa, pomyślałam przelotnie i dokończyłam: "Jak działa". Po czym zdębiałam.

Otóż - urządzeniem, którego tajniki chcą przede wszystkim poznać internauci, jest klimatyzacja. Wysoko na liście znalazła się... magielnica. WTF? Wszyscy nagle zapragnęli maglować pościel na jesień?
No i było też urocze, nostalgiczne, artystyczne i genialne: "jak działa jamniczek?" (patrz obok ->).

Zapomniałam o magnesie i dalejże wpisywać "wh questions" w Googla i podglądać podpowiedzi:
- kto: wydał pierwszą rozprawę o sztuce tańczenia, był wynalazcą tłumika strzeleckiego?
Zaczynam wierzyć w internautów.

- gdzie: jest krzyż(!), jest burza, jest dziecko(?), gdzie urodził się Epikur? (No właśnie, gdzie?)

- kiedy: kasa (do przewidzenia), przelew, wyniki matury, kiedy zrobić test ciążowy. Hmm.

- czemu: no, tu się zaczyna robić filozoficznie. Zagadkowe "Czemu tak jest?", rozpaczliwe: "Czemu antek a nie ja?", intrygujące: "Czemu został poświęcony epizod 8?" I prosto z serca: "Czemu ty, dziewczyno, pod jaworem stoisz?".

- dlaczego: "...tak bardzo nie lubię Justina Bieber"?
Ha, tutaj nawet Hamlet się chowa.

I na deser moja wypaczona ciekawość kazała mi wpisać  w wyszukiwarkę "zjadłem".
"Zjadłem swoją matkę, ale mi nie smakowała" - podpowiedział radośnie Google, mrugnął i uśmiechnął się, wyszczerzywszy wszystkie zęby.